top of page

Koncerty rapowych legend w Polsce

Znacie ten stereotyp, że przeciętny Amerykanin nie odróżni Polski od Bułgarii, nawet jak mu palcem pokażecie? Cóż, znam Europejczyków, którzy też nie odróżnią... Ciężko zweryfikować tę wiedzę, ale można śmiało powiedzieć, że z ram stereotypu wymykają się bookerzy rapowych gwiazd. Już od dawna Polska jest atrakcyjnym przystankiem na World Tourach najpopularniejszych MC’s. Kendrick, Yachty, LUV — ciężko się nie jarać, ale to nie wszystko. Jesteśmy też bardzo gościnni w stosunku do amerykańskich klasyków. Trochę ich już było!



Szczególnie Wisłę upodobać sobie musiał 50 Cent. Po jego koncercie na Torwarze w 2010 polscy słuchacze musieli trochę poczekać, by znów usłyszeć na żywo „Candy Shop”. Kiedy już jednak w zeszłym roku pojawił się na krakowskiej Tauron Arenie, niemalże z rozpędu ogłoszone zostało kolejne show. Patrząc po relacjach, warto odhaczyć występ takiej legendy. Popkiller pisał o „mainstreamowym rozmachu” i „setliście przeładowanej hitami”, Interia zapewniała o „formacie idealnym” i „huku petard”, natomiast Onet był trochę bardziej sceptyczny, ale też wspomniał o „podsumowaniu kariery” i „niesamowitych umiejętnościach raperskich” (wyjątkowo uporczywie opisywał też cztery twerkujące tancerki). Mój szef z gastronomii, twierdził za to, że po angielsku niewiele rozumiał. No nic. Występ w Łodzi już końcem listopada. Jeśli powtórzyć będzie można chociaż połowę z tych peanów na cześć Fifty’ego, to Atlas Arena może gościć najlepszą imprezę od czasów czwartego Fame MMA.


Nie na miejscu byłoby kłócić się na temat tego, czy lepszym lub ważniejszym raperem dla historii rapu był 50 Cent czy KRS-One. Billboard na liście 50 najlepszych raperów w historii ma ich w miarę blisko, z nieznaczną przewagą dla Jacksona. Suche liczby jednak stawiają KRS-a w lepszym świetle w oczach polskich słuchaczy — Fifty nie ma featu u asthmy, ani nawet u Queby. KRS natomiast nie dość, że takie nagrał, to jeszcze w Polsce pojawiał się częściej. Ale tego nie napisze Wam Billboard.


W 2013 Kris wpadł do Katowic i Gdańska sprawdzić, czy sound of da police jest taki sam, jeśli wydaje go Kia Ceed. Wypad ten powtórzył w 2016, obierając sobie za cel trzy miasta: Warszawę, Gdynię oraz ponownie Katowice. Być może nie były to koncerty na arenach, a warszawska Iskra zdążyła się już zamknąć od tamtych czasów, ale przelot złapany w MegaClubie, gdzie supportem był GrubSon, a DJ Feel-X wjeżdżał na wolno z samym headlinerem owocuje do dziś. Bielski producent Młody Heavy Mental do tej pory współpracuje z ikoną z Brooklynu. Wygląda na to, że sporo łączy KRS-a z naszym krajem. Spodziewać się można, że kiedyś jeszcze wpadnie.


Romanse polskich scen z nowojorskimi performerami nie kończą się jednak na KRS-ie. Grupa Onyx gościła w 2013 roku w warszawskiej Stodole, gdzie w towarzystwie Rycha Peji mogli zagrać swój wspólny numer z płyty Slums Attack. Mogli, a nawet zrobili to! Muszę jednak przyznać, że czuję się laikiem, jeśli chodzi o amerykańskich klasyków, dlatego też grupa Onyx nie jest mi dobrze znana. Głęboko wierzę, że nie jestem w tym laicyzmie jedyny, więc zarysujmy jak dużym wydarzeniem była ich kooperacja z Ryśkiem w 2013 (oczywiście dla Peji, bo dla nich to wiadomo, że kamień milowy).


Nie bez powodu zakumplowali się właśnie z Peją — zarówno o nim, jak i o nich nikt nie mówił łamagi, gdy hardcore’u nie uprawiali. Mocne, agresywne flowy, trzaskające werble na psychodelicznych, brudnych samplach. Zasilali szeregi Def Jamu, jakieś 30 lat przed Hodakiem. Ciekawą klamrą bez wątpienia jest, że na jednym z pierwszych albumów gościli dopiero dobrze rokującego 50 Centa, a jeszcze ciekawszą fakt, że parę lat później wdali się z Jacksonem w beef. Albumy grupy z Queens wymieniane były wśród najlepszych projektów roku w zasadzie niezależnie od czasów, bo na takich listach znajdowały się zarówno w ‘90, jak i w 2020. Wszystko to można było usłyszeć swego czasu w Warszawie!


To tylko niektórzy z klasyków, jakich gościł kraj nad Wisłą. Reksowi zdarzyło się nagrać w Szczecinie EP-kę na żywo w akompaniamencie całego bandu, a o samej Polsce mówi jako o „ulubionym miejscu w Europie”. Nas na Orange Warsaw Festivalu bawił się przednio, natomiast lista hip-hopowych filarów, z którymi zdjęcie przy okazji kolejnych Popkillerów zrobił Mateusz Natali stale się powiększa.


Nic więc dziwnego, że do Łodzi zawitać chce również AZ, którego serwis About.com nazwał najbardziej niedocenionym raperem wszechczasów (ponoć tytuł ten dzierżył aż do premiery „Palmy na blokach” Beteo). AZ pojawi się w Klubie Wytwórnia przy okazji festiwalu Day Ones, już 28 października. Patrząc na to jak dobrze czują się artyści tego kalibru w Polsce, możemy spodziewać się co najmniej świetnego show dla wszystkich oldschoolowych głów i nie tylko. Towarzyszyć mu będzie nie byle kto, bo line-up zasilają kolejne legendy, lecz tym razem polskie — Mor W.A., Molesta Ewenement, Killaz Group czy Paktofonika to składy, jakich trochę wstyd nie znać, więc na pewno nie wstyd zobaczyć na żywo.


Amerykańscy raperzy lubią polską publiczność. Może znamy teksty, może dużo skaczemy, a może po prostu dobrze płacimy — może wszystko naraz. Najważniejsze, że już teraz legendarych dla hip-hopu postaci gościliśmy sporo i nic nie wskazuje na to, żeby ten trend miał się zmienić.


Autor: Bartek Biegun

Comentarios


bottom of page